Playa Larga: W Legendario dobrze zjecie i poczujecie się jak w domu
Playa Larga to jedno z tych miejsc, z których nie chce się wyjeżdżać. Gdzie życie toczy się własnym tempem, gdzieś na uboczu całego świata. Nie ma tu hoteli, wielkich restauracji, klubów nocnych, klaksonów samochodowych. Wzdłuż plaży ciągną się za to domki, w których najczęściej są casy particular lub małe knajpki. Jedną z nich jest Legendario, niewielki hostel i restauracja. Nietrudno ją zauważyć, bo przyciąga wystrojem z daleka.
Przed wejściem powiewają flagi, hiszpańska i kanadyjska, a na murowanym ogrodzeniu stoją m.in. stara maszyna do pisania, żelazko, kawiarka. Kiedy przystanęliśmy zainteresowani, nienachalnie podszedł do nas Arnoldo, właściciel knajpy i wręczył nam menu. W szortach, czerwonym podkoszulku i z nieodpalonym cygarem w ustach wzbudził naszą sympatię (gdybym nigdy nie był na Kubie, i ktoś by mnie zapytał, jak wyobrażam sobie prawdziwego Kubańczyka, wyglądałby właśnie tak). Nie mogliśmy nie wejść do środka.
Klimat w obszernym patio, z którego składa się restauracja, od razu nam się spodobał. Na ścianie wisi gitara (nie bez powodu), sporo starych radioodbiorników, całkiem okazała biblioteczka z książkami w różnych językach, głównie po hiszpańsku. Są przewodniki, albumy, trochę beletrystyki oraz książki historyczne, m.in. o Fidelu Castro. Od razy pomyśleliśmy, że to naprawdę fajne miejsce. Ale ciekawe, jak kuchnia?






















